niedziela, 30 kwietnia 2017

Orchidea 4

Kolejnego dnia obudziłam się przed 8:00. Szybko się zebrałam i wyszłam na podwórko. Siedziałam sobie na huśtawce w ogródku i nuciłam sobie jakąś piosenkę. Po chwili podeszła do mnie dziewczynka, z którą wczoraj rozmawiałam. Usiadła na drugiej huśtawce i lekko się kołysała. Nic nie mówiłam. Było cicho. Ta cisza była aż za głośna.
- Lubię motyle. - Odparła spoglądając na grupkę motyli fruwających nad kwiatami.
- Co Ci się w nich podoba? - zapytałam, również patrząc na owady.
- Że są takie delikatne, lekkie, niewinne. Każdy z nich ma inny kolor, różne wzory. Są urocze.- uśmiechnęła się lekko. - Mam nawet swojego motylka..
- Naprawdę? - zapytałam, zdziwiona
- Codziennie odwiedzał mnie w szpitalu. Przelatywał przez uchylone okno i siadał na mojej kołdrze. I tak słodko trzepotał skrzydełkami. Rozbawiał mnie w smutnych chwilach. - Uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Pewnie wspominała te chwile..
Nie chciałam jej przerywać. Chciałam by dalej opowiadała. Nagle Nadzieja ucichła
- Niestety zabrał mnie rak.- Popatrzyła na mnie. Obojętność malowała się na jej twarzy.- Nie zdążyłam się pożegnać z motylkiem. Miałam nadzieję, że wyzdrowieję.. ale niestety...
Powoli tracę również nadzieję, że spotkam się z nim. Ale się nie poddaję, dalej walczę. Może i choroba mnie pokonała, ale ja i tak zawsze będę miała tą małą iskierkę nadziei..

-Gdybyś mogła to przenieś te kartony do schowka w ogrodzie- kobieta skinęła głową na leżące kartony. Była dość zabiegana. Jej włosy przyklejały się do twarzy, pod wpływem potu.
- Jasne. oczywiście.- odparłam. Wzięłam kartony i poszłam we wskazane miejsce. Niestety pudła były tak duże, że zasłaniały mi pole widzenia. Już prawie byłam, a tu nagle. Bum. Leże na ziemi.
- Oh, przepraszam Cię bardzo, nie zauważyłem Cię- powiedział męski głos. Popatrzyłam na rozmówcę i ukazał mi się chłopak. Jak to miał na imię? Kacper?
- Kacper jestem- podał mi dłoń i pomógł mi wstać.
- Hej.. Ja..em Łucja.- przedstawiłam się i odparłam. Przez moment wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Mówiłam już że ma bardzo piękne oczy?
Odchrząknął i oznajmił:
- A tak. To Ty jesteś tą dziewczyną, która u nas pracuje?
- Tak to ja - odpowiedziałam uśmiechając się.
- No to może zajmij się podlewaniem, a ja skoszę trawę.
- Spoko- odparłam lekko się uśmiechając
- Ej aa.. po pracy.. miałabyś ochotę.. no nie wiem... na jakiś spacer hm?..
- Z wielką chęcią- odparłam a moje policzki lekko się zaróżowiły.- Puścił mi oczko i poszedł wykonywać swoją pracę.

- No więc.. Opowiesz mi coś osobie?- zapytał chłopak, gdy spacerowaliśmy ścieżką.
- Heh no nazywam się Łucja..- odpowiedziałam i spuściłam wzrok w dół.
-Hah no to już wiem..- zaśmiał się.- Czym się interesujesz?
- Szczerze powiedziawszy nie wiem. Lubię pisać wiersze..rysować.
- Ciekawie. Ja interesuję się graniem w kosza. Całkiem dobrze mi idzie. I trochę tam brzdękam na gitarze.- uśmiechnął się i lekko zarumienił.
- Ambitnie- odparłam uśmiechając się do niego. On odwzajemnił mój uśmiech.
- W sumie też lubię grać w kosza. Nie jest taki zły.
-Hm.. to może zagramy ? z tyłu mojego domu mam kosz także możemy sobie pograć.
- Um..no nie wiem..- speszyłam się lekko
- No choodź zaraz będziemy przy moim domu.- chłopak wziął mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą.
- No dobra hah.

- Teraz rzucaj. -oznajmił mi chłopak.
Przyjęłam odpowiednią pozycję i rzuciłam piłkę. Niestety spudłowałam. Po raz kolejny.
- Aish Kacper ja nie potrafię. To nie ma sensu.- odparłam patrząc na swoje buty.
- Nie poddawaj się. Nie możesz tak mówić. Uwierz w siebie. Spróbuj jeszcze raz.- odparł po czym spojrzał mi w oczy.
- No ale już tyle razy próbowałam, nie da rady..- powiedziałam zrezygnowana.
- Postaraj się uspokoić i skupić. Dasz radę. Potrafisz.
- No dobra..
Znowu przyjęłam pozycję. Trafiłam. Za plecami usłyszałam brawa.
- A mówiłem ? - odparł i uśmiechnął się szeroko.
- No mówiłeś.- odpowiedziałam i zaśmiałam się cicho.


piątek, 21 kwietnia 2017

Orchidea 3

Dzisiejsza noc była spokojna. Podczas gdy byłam w psychiatryku, miewałam koszmary. Brudne, pełne krwi i grozy koszmary. Nie jestem zdrowa. Jestem chora. Psychopatką. Widzę duchy. Duchy zmarłych. Halo? Ktoś mnie słyszy? Gdzie znajdę drogę?

Rano wyszłam na zewnątrz do ogródka, który był za domem. Boso dreptałam po trawie, która subtelnie muskała mnie po moich stopach. Moja nocna koszula lekko powiewała pod wpływem wiatru. Włosy pełne nieładu opadały na moje ramiona. Po chwili ujrzałam jakąś postać. To była dziewczynka. Siedziała na dość wielkim kamieniu. Ubrana była podobnie jak ja. Niepewnie do niej podeszłam. Ogarniał mnie strach lecz po chwili pojawił się spokój i wygrał bitwę ze strachem, który szybko mnie opuścił. Tajemnicza dziewczynka wstała. Miała piękne, piwne oczy. Była łysa. Blada cera. Rumiane policzki. Po chwili na jej policzku spłynęła łza. Delikatnie otarłam łzę dłonią, a policzek  zaczął powoli pękać. Była jak porcelanowa lalka. Kruszyła się. Usłyszałam tylko ciche 'Nadzieja' z jej ust. I rozpłynęła się w powietrzu. Czyżby znowu zjawa? Co ma ona oznaczać? Nadzieja..
Jest sierpień. Upał. Postanowiłam, że poszukam pracy by jakoś zabić czas i zarobić pieniądze. Pomyślałam czy by w kwiaciarni nie potrzebowali kogoś do pomocy. Zebrałam się szybko i poszłam w stronę kwiaciarni.
Gdy weszłam do pomieszczenia, zobaczyłam kobietę za ladą.
- Dzień dobry- przywitałam się
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała i uśmiechnęła się promiennie.
- Chciałabym się zapytać czy nie potrzebuje pani kogoś do pomocy w kwiaciarni? Chętnie podejmę się jakiejkolwiek pracy.
- Hm wiesz co.. Za kwiaciarnią jest ogródek, który wymaga regularnego pielęgnowania. Niestety go trochę zaniedbuję, ponieważ pracuję tutaj za ladą i zajmuję się też papierami. Na szczęście pomaga mi również mój syn Kacper.Także mam do zaoferowania taką o to pracę.
- Bardzo chętnie! Kiedy i od której mam zaczynać? 
- Od jutra o 9:00
-Dziękuję bardzo do widzenia!- pożegnałam się i już kierowałam się w stronę drzwi, ale zatrzymał mnie głos kobiety.
- Poczekaj.. Weź to. Widzę że bardzo lubisz te kwiaty.- Podała mi wiązkę kwiatów, orchidee.

Spokojnie przechadzałam sobie po chodniku. Nagle zauważyłam tego samego starszego pana. Spojrzałam na wiązkę kwiatów. Po chwili podeszłam do staruszka i wręczyłam mu kwiaty.
Zauważyłam błysk w jego oczach.
- Proszę bardzo, są bardzo piękne dlatego postanowiłam panu je dać. -odparłam z uśmiechem.
- Dziękuję Ci bardzo.- uśmiechnął się i delektował się wonią kwiatów.
 W jego osobie coś mi przeszkadzało. Nie był.. prawdziwy.. nie wydawał się realny.. Czyżby kolejna zjawa?
Gdy byłam w psychiatryku to rozmawiałam ze zmarłymi. Pamiętam takiego chłopczyka. Opowiadał mi o swoich przeżyciach. Siedziałam z nim na podłodze i opowiadaliśmy śmieszne historie. Tylko ja go widziałam. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, gdy widzieli jak rozmawiam albo śmieję się do ściany. Ale nie obchodziło mnie co sądzą o mnie inni. Chłopczyk zginął w wypadku samochodowym. Gdy mi o tym powiedział, wiele emocji się we mnie obudziło. Rozpacz, smutek, złość. Idealnie pasuje tutaj tekst piosenki:
" Aniele śmierci proszę powiedz mi dlaczego w stosunku do nas jesteś obojętny? Najlepsze są dla ciebie młode ofiary nigdy nic Ci nie zrobiły, a traktujesz je jak psy"...
Ehh.
- Uhm..a wyjawisz mi swoje imię?- zapytałam jąkając się. Staruszek przyjął obojętny wyraz twarzy.
- Nazywam się Obłąkany.

piątek, 14 kwietnia 2017

Orchidea 2


Rozglądałam się po moim pokoju. Nic się nie zmieniło. Światło dzienne przedostawało się przez firanki do pomieszczenia. Łóżko, biurko, szafa, komoda, lustro. Lustro. Podeszłam do niego. Przyjrzałam się swojej twarzy. Uśmiechnęłam się. Później zeszłam na dół do kuchni. Tata wraz z mamą siedzieli przy stole i pili kawę. Mama się lekko uśmiechnęła.
- Wiesz mamo..-odparłam..- Mogłabym wyjść na spacer? Jest śliczna pogoda, a dawno nie przechadzałam się po ulicy.
- Jasne skarbie. - Odpowiedziała uśmiechając się.
Spacerowałam po chodniku i rozmyślałam. Myślałam o kobiecie z psychiatryka, o orchideach. Niedaleko jest kwiaciarnia. Hm więc może do niej zawitam i kupię te cudne kwiaty? Droga zajęła mi ledwie 3 minuty. Weszłam i od razu poczułam przyjemną woń. Za ladą nikogo nie było. Rozglądałam się po pomieszczeniu patrząc na przeróżne rośliny. Moją uwagę przykuł piękny kwiat.
- To frezja- usłyszałam męski głos zza pleców. Odwróciłam się by spojrzeć na rozmówcę.
- Ah.. Piękna.- Uśmiechnęłam się. Zarumieniłam się lekko widząc chłopaka, który szczerze mówiąc był bardzo przystojny. Miał również śliczne, niebieskie oczy.
- Kacper, mamy klienta ?- odezwał się po chwili żeński głos. Kobieta o blond kręconych włosach  wyłoniła się z magazynku z uśmiechem.- Dzień dobry w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Poprosiłabym jedną orchideę.- Uśmiechnęłam się lekko i podałam pani pieniądze, które znalazłam w spodniach.
- Dobry wybór. - Odparła i uśmiechnęła się szeroko.
Ten tajemniczy chłopak gdzieś wyszedł. Może jest synem i pomaga matce w interesie? Może.
Prawie całą drogę do domu nuciłam jakąś piosenkę pod nosem. Aż tu nagle moją uwagę przykuł pewien starszy pan który stał na trawniku i patrzył przed siebie. Nie było go wcześniej. Coś w głębi serca podpowiadało mi, że powinnam do niego podejść. No ale problem tkwi w tym, że ja go nie znam. Lecz po chwili spojrzałam, że wygląda blado. Wygląda tak, jakby był chory.
- Ehm.. przepraszam pana.. widzę, że źle pan wygląda.. coś panu zaszkodziło? - zapytałam się z wahaniem
- Tak.. To życie- odpowiedział.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Stałam tak jak słup soli, patrząc w oczy staruszkowi.
- Wiesz..mówi się, że diabeł po to stworzył młodość, byśmy popełniali błędy. A Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić. - Odparł.
- Miłego dnia życzę.- ukłonił się i poszedł. A ja nadal stałam wryta w ziemi.






piątek, 7 kwietnia 2017

Orchidea 1



Zapłakany chłopak klęczał na mokrym asfalcie. Padał deszcz. Huczał wiatr. A on sam zapłakany na mokrym asfalcie. Kawałek przed nim, w kałuży, leżała ona. Piękna orchidea.


W darze niosę cierpienie. Boję się ludzi, boję się świata. Boję się zasnąć, bo nie wiem czy następnego dnia się obudzę. Nie wierzę w potwory pod łóżkami. Bo przecież te potwory są tutaj, między nami. A ja jestem jednym z nich.
Dzisiaj ostatni dzień. Spoglądam na opustoszałą ulicę, przez okno. Obok stało pościelone łóżko. W tle bił dzwon pogrzebowy. Po chwili otworzyły się drzwi.
- Dzień dobry Łucjo. Gotowa?
Tylko przytaknęłam.
- Możesz pożegnać się ze swoim psychiatrą, pan Łukasz czeka na Ciebie w gabinecie.
 Udałam się od razu do gabinetu.
Otworzyłam drzwi i zamknęłam je za sobą. Patrzyłam krótką chwilę w jego oczy, po czym podbiegłam i wtuliłam się w niego. On westchnął i przycisnął mnie bardziej do siebie.
- Pamiętaj, będzie dobrze. Wierzę w Ciebie.- odparł.
-Dziękuje..- powiedziałam cicho.
Psychiatryk od zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Już samo to słowo budzi przerażenie. Jest on już bardzo stary. Okna zabezpieczone kratami, na niektórych ścianach budynku namalowane graffiti. Cały biały. Na dachu czasami przesiadywały kruki*.
W psychiatryku widziałam wielu ludzi. Wielu chorych ludzi. Była również pewna kobieta, która przyciągnęła moją uwagę. W swoim pokoju na stoliczku w wazonie miała orchidee. Była blada i miała doły pod oczami. Nie znałam ją. Nie rozmawiałyśmy ze sobą. A czułam, że znamy się już kilka lat i wszystko o sobie wiemy. Mijałam się z nią gdy szła na stołówkę. Patrzyłam wtedy w jej oczy. Oczy pełne cierpienia, strachu, bólu. Nie chciałam jej opuszczać, czułam, że potrzebujemy siebie nawzajem. Lecz muszę zacząć nowe życie.
- Nowe życie..-westchnęłam i udałam się do samochodu.

* Kruki symbolizują niepokój, chorobę, śmierć, grzech wiatr, burzę, wojnę, samotność, długowieczność.