piątek, 14 kwietnia 2017
Orchidea 2
Rozglądałam się po moim pokoju. Nic się nie zmieniło. Światło dzienne przedostawało się przez firanki do pomieszczenia. Łóżko, biurko, szafa, komoda, lustro. Lustro. Podeszłam do niego. Przyjrzałam się swojej twarzy. Uśmiechnęłam się. Później zeszłam na dół do kuchni. Tata wraz z mamą siedzieli przy stole i pili kawę. Mama się lekko uśmiechnęła.
- Wiesz mamo..-odparłam..- Mogłabym wyjść na spacer? Jest śliczna pogoda, a dawno nie przechadzałam się po ulicy.
- Jasne skarbie. - Odpowiedziała uśmiechając się.
Spacerowałam po chodniku i rozmyślałam. Myślałam o kobiecie z psychiatryka, o orchideach. Niedaleko jest kwiaciarnia. Hm więc może do niej zawitam i kupię te cudne kwiaty? Droga zajęła mi ledwie 3 minuty. Weszłam i od razu poczułam przyjemną woń. Za ladą nikogo nie było. Rozglądałam się po pomieszczeniu patrząc na przeróżne rośliny. Moją uwagę przykuł piękny kwiat.
- To frezja- usłyszałam męski głos zza pleców. Odwróciłam się by spojrzeć na rozmówcę.
- Ah.. Piękna.- Uśmiechnęłam się. Zarumieniłam się lekko widząc chłopaka, który szczerze mówiąc był bardzo przystojny. Miał również śliczne, niebieskie oczy.
- Kacper, mamy klienta ?- odezwał się po chwili żeński głos. Kobieta o blond kręconych włosach wyłoniła się z magazynku z uśmiechem.- Dzień dobry w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Poprosiłabym jedną orchideę.- Uśmiechnęłam się lekko i podałam pani pieniądze, które znalazłam w spodniach.
- Dobry wybór. - Odparła i uśmiechnęła się szeroko.
Ten tajemniczy chłopak gdzieś wyszedł. Może jest synem i pomaga matce w interesie? Może.
Prawie całą drogę do domu nuciłam jakąś piosenkę pod nosem. Aż tu nagle moją uwagę przykuł pewien starszy pan który stał na trawniku i patrzył przed siebie. Nie było go wcześniej. Coś w głębi serca podpowiadało mi, że powinnam do niego podejść. No ale problem tkwi w tym, że ja go nie znam. Lecz po chwili spojrzałam, że wygląda blado. Wygląda tak, jakby był chory.
- Ehm.. przepraszam pana.. widzę, że źle pan wygląda.. coś panu zaszkodziło? - zapytałam się z wahaniem
- Tak.. To życie- odpowiedział.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Stałam tak jak słup soli, patrząc w oczy staruszkowi.
- Wiesz..mówi się, że diabeł po to stworzył młodość, byśmy popełniali błędy. A Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić. - Odparł.
- Miłego dnia życzę.- ukłonił się i poszedł. A ja nadal stałam wryta w ziemi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz