Następnego dnia artysta zrobił sobie poranną kawę z mlekiem. Usiadł na kuchennym krześle i zaczął popijać swój gorący napój.
-za godzinę mam odebrać wyniki eh- coś tam pomruczał pod nosem i otarł dłonią twarz.
Była godzina 7:06
Dawid nadal siedział. Nie potrafiłam z jego twarzy wywnioskować emocji. Strach? ból? rozpacz? Sama nie wiem. Minęło sporo czasu a chłopak nadal siedział bezczynnie. Nagle wstał i przyjrzał się pogodzie za oknem. Poszedł do swojego pokoju i ubrał ciepły sweter marki Tommy'ego Hilfigera.
Chłopak wywodził się z dość bogatej rodziny. Rodzice opłacili jego studia, które i tak przerwał. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych. Nie wiem dlaczego podjął się rezygnacji ze szkoły. Było to jego marzenie, żeby dostać się na takie studia. Teraz mieszka sam w mieszkaniu. Z rodziną przerwał kontakt. Nie wiem dlaczego. Chłopak wyszedł na zewnątrz i poszedł w stronę szpitala. Szpital jest jednym z wielu moich domów. Umierający ludzie na białych łóżkach szpitalnych. Siedzący bladzi, zimni staruszkowie na ławkach. Chore dzieci, które straciły już nadzieję. Witam w domu śmierci.
Po 20 minutach chłopak wrócił do domu. Położył na biurku kopertę z wynikami. Otworzył ją i odczytał. W jego oczach zaczęły zbierać się łzy. Zacisnął zęby i zaniósł się ogromnym szlochem. Płacz odbijał się od szarych ścian. Po chwili przestał płakać, wziął ze sobą kopertę z wynikami i udał się do samochodu. Szybko pobiegłam za nim.
- O Boże Dawid...- odezwała się jego matka.- Tak dawno Cie nie widziałam oh synku.- objęła go czule.
- Cześć mamo..-odparł chłopak
- Chodź, wejdź. Adam! Nasz synek nas odwiedził!- chodź, chodź, zrobię Ci zaraz ciepłą herbatę.
- Dziękuję.- odparł smętnie.
- No i jak tam u Ciebie ? -zawołała kobieta z kuchni
- No..eh musimy porozmawiać.
- Oh witaj synu.- przywitał się ojciec i podał dłoń chłopakowi.- co tam u Ciebie?
- Ale o czym porozmawiać co się stało?- zapytała mama
- No...musiałem zrobić badania. I dzisiaj odebrałem wyniki..
- Ale jakie wyniki, o co chodzi?
- No bo dostałem skierowanie od lekarza, że muszę zrobić badania..
- Okej dobrze..i..i jak ?
- Eh..
-..synu?- oznajmił ojciec i położył rękę na jego ramieniu.
- Mam raka.
Opowiadania
piątek, 11 sierpnia 2017
niedziela, 6 sierpnia 2017
Fortepian 3
Dawid siedział już z Karoliną w kawiarni i czekali na swoje zamówienie.
- To..jak tam u Ciebie?- zaczął nieśmiało rozmowę chłopak.
- Nie jest źle. A u Ciebie?-odpowiedziała dziewczyna i wzruszyła ramionami
- W miarę.
-To dobrze.
- A jak się Amelka trzyma?
- Wiesz.. Jeszcze jest roztrzęsiona po stracie mamy. Ojciec też się ledwo trzyma. Zaczyna pić coraz więcej alkoholu i ..eh..- dziewczyna z trudem powstrzymywała łzy..
Chłopak objął jej rękę..
- Hej..Karo.. spójrz na mnie.. wszystko będzie dobrze ..dasz radę.
- Ja..ja się naprawdę staram. Tylko że.. Eh Dawid... Co ja mam robić jak Amelka cały czas zadaje mi to samo pytanie przed snem: ' co będzie dalej' ?.. Co odpowiesz takiemu dziecku?..- spojrzała na chłopaka swoimi piwnymi, pełen łez oczami.
- Nie wiem.
- Eh..no właśnie. Zaczyna mnie to wszystko przerastać. Ojciec prawie stracił pracę. Ale obiecał mi że będzie się starać. Będzie się starać wszystko naprawić, tak żeby było jak dawniej.
- Bardzo dobrze. Twój ojciec ma chęci.To dobry początek, uwierz. On was obie na pewno bardzo kocha.
- Tylko wiesz..nigdy nie będzie jak dawniej...rodzina, to taki mechanizm. Mama jest głównym elementem tego mechanizmu. A jak zaczyna brakować tego elementu, to wszystko się rozsypuje i przestaje funkcjonować. Tak jest z nami. Rozsypujemy się na drobne kawałki jak szkło..
- Ale zawsze można pozbierać te kawałki..i..i posklejać.
- Tak..to prawda.. można posklejać. Ale zauważ, że już nie będzie wyglądać tak samo.
- Eh prawda.
- Dzień dobry o to pańskie zamówienie.- odparła kelnerka przynosząc napoje.
- Dziękuję bardzo.- odparł chłopak. Zabrał swoje Macchiato a dziewczynie podał cappuccino.
- A co z Tobą? Wyglądasz inaczej.- odparła dziewczyna i przyjrzała się twarzy artyście- Masz doły pod oczami i jakoś masz czerwone oczy i .. tak niezdrowo wyglądasz..jesteś chory? - zapytała.
- Nie..nie.. po prostu jestem niewyspany. Jest wszystko dobrze.-odparł chłopak i podrapał się w tył głowy.
- Zadbaj lepiej o siebie wiesz? Taka drobna rada.- uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna.
- Dobrze wezmę sobie to do serca i skorzystam z tej drobnej rady.- uśmiechnął się szeroko powodując śmiech u dziewczyny.
Minęło kilkanaście minut. Przyjaciele rozmawiali o codzienności. Hm.. w sumie nazywać ich 'przyjaciółmi'? Zauważyłam, że Dawid darzy większym uczuciem Karolinę. Eh. Niestety jest tak mało czasu dla pokazanie swoich uczuć. Niestety. Dawid ma bardzo mało czasu.
- Oh. Już po 15:00.. Muszę odebrać Amelkę z lekcji na fortepianie.
- Hm.. Mogę wybrać się z Tobą. Chętnie usłyszę jak twoja siostra gra na fortepianie.
- Tak? Okej. To chodź.
Amelka uczyła się bardzo prostych piosenek. Wiadomo, przecież to jest jeszcze dziecko co nie poszło jeszcze do szkoły.
- Wiesz Dawid, jak dorosnę to będę grała takie trudniejsze piosenki! I będę grała dla takiej duuużej widowni. I wszyscy będą mi bić brawo! Zobaczysz!- dziewczynka skakała i mówiła z wielką ekscytacją.
- No na pewno. Wierzę w Ciebie.- odparł chłopak.
- Eh..tylko szkoda, że mama nie usłyszy..że nie będzie na moim koncercie..że nie będzie bić brawa...że nie zobaczę jej uśmiechu...-odparła smutno dziewczynka i wtuliła się w Dawida.
- Mama jest tam na górze. I ona Cię widzi. Ona Cię słyszy. Twoja mama na pewno jest z Ciebie bardzo dumna. Jestem tego pewien.- powiedział szeptem i patrzył w oczy dziewczynki
-Eh..no może....- odparła dziewczynka i otarła łzę z policzka. I popatrzyła się za mnie.
- Wszystko się ułoży i będzie dobrze.- pocieszał ją chłopak. Ale dziewczynka już nie słuchała i zaczęła inny temat.
- Tylko wiesz co..Jak grałam na fortepianie to zauważyłam taką panią za Tobą.
- Panią?
- No tak. Była cała na czarno.
- Ale nie było tu takiej pani.. Amelka..co Ty mówisz- odezwała się Karolina.
- No ale ..widziałam.. Była bardzo blada.
- Eh..wiesz może już chodźmy..
- No ale ja naprawdę widziałam.
- no dobrze, dobrze chodź już. Wiesz Dawid.. Dziękuję za dzisiaj.- odparła dziewczyna i się uśmiechnęła.
- Ja również spędziłem bardzo miły czas i też Dziękuję. - odparł chłopak z jeszcze większym uśmiechem.
- To..jak tam u Ciebie?- zaczął nieśmiało rozmowę chłopak.
- Nie jest źle. A u Ciebie?-odpowiedziała dziewczyna i wzruszyła ramionami
- W miarę.
-To dobrze.
- A jak się Amelka trzyma?
- Wiesz.. Jeszcze jest roztrzęsiona po stracie mamy. Ojciec też się ledwo trzyma. Zaczyna pić coraz więcej alkoholu i ..eh..- dziewczyna z trudem powstrzymywała łzy..
Chłopak objął jej rękę..
- Hej..Karo.. spójrz na mnie.. wszystko będzie dobrze ..dasz radę.
- Ja..ja się naprawdę staram. Tylko że.. Eh Dawid... Co ja mam robić jak Amelka cały czas zadaje mi to samo pytanie przed snem: ' co będzie dalej' ?.. Co odpowiesz takiemu dziecku?..- spojrzała na chłopaka swoimi piwnymi, pełen łez oczami.
- Nie wiem.
- Eh..no właśnie. Zaczyna mnie to wszystko przerastać. Ojciec prawie stracił pracę. Ale obiecał mi że będzie się starać. Będzie się starać wszystko naprawić, tak żeby było jak dawniej.
- Bardzo dobrze. Twój ojciec ma chęci.To dobry początek, uwierz. On was obie na pewno bardzo kocha.
- Tylko wiesz..nigdy nie będzie jak dawniej...rodzina, to taki mechanizm. Mama jest głównym elementem tego mechanizmu. A jak zaczyna brakować tego elementu, to wszystko się rozsypuje i przestaje funkcjonować. Tak jest z nami. Rozsypujemy się na drobne kawałki jak szkło..
- Ale zawsze można pozbierać te kawałki..i..i posklejać.
- Tak..to prawda.. można posklejać. Ale zauważ, że już nie będzie wyglądać tak samo.
- Eh prawda.
- Dzień dobry o to pańskie zamówienie.- odparła kelnerka przynosząc napoje.
- Dziękuję bardzo.- odparł chłopak. Zabrał swoje Macchiato a dziewczynie podał cappuccino.
- A co z Tobą? Wyglądasz inaczej.- odparła dziewczyna i przyjrzała się twarzy artyście- Masz doły pod oczami i jakoś masz czerwone oczy i .. tak niezdrowo wyglądasz..jesteś chory? - zapytała.
- Nie..nie.. po prostu jestem niewyspany. Jest wszystko dobrze.-odparł chłopak i podrapał się w tył głowy.
- Zadbaj lepiej o siebie wiesz? Taka drobna rada.- uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna.
- Dobrze wezmę sobie to do serca i skorzystam z tej drobnej rady.- uśmiechnął się szeroko powodując śmiech u dziewczyny.
Minęło kilkanaście minut. Przyjaciele rozmawiali o codzienności. Hm.. w sumie nazywać ich 'przyjaciółmi'? Zauważyłam, że Dawid darzy większym uczuciem Karolinę. Eh. Niestety jest tak mało czasu dla pokazanie swoich uczuć. Niestety. Dawid ma bardzo mało czasu.
- Oh. Już po 15:00.. Muszę odebrać Amelkę z lekcji na fortepianie.
- Hm.. Mogę wybrać się z Tobą. Chętnie usłyszę jak twoja siostra gra na fortepianie.
- Tak? Okej. To chodź.
Amelka uczyła się bardzo prostych piosenek. Wiadomo, przecież to jest jeszcze dziecko co nie poszło jeszcze do szkoły.
- Wiesz Dawid, jak dorosnę to będę grała takie trudniejsze piosenki! I będę grała dla takiej duuużej widowni. I wszyscy będą mi bić brawo! Zobaczysz!- dziewczynka skakała i mówiła z wielką ekscytacją.
- No na pewno. Wierzę w Ciebie.- odparł chłopak.
- Eh..tylko szkoda, że mama nie usłyszy..że nie będzie na moim koncercie..że nie będzie bić brawa...że nie zobaczę jej uśmiechu...-odparła smutno dziewczynka i wtuliła się w Dawida.
- Mama jest tam na górze. I ona Cię widzi. Ona Cię słyszy. Twoja mama na pewno jest z Ciebie bardzo dumna. Jestem tego pewien.- powiedział szeptem i patrzył w oczy dziewczynki
-Eh..no może....- odparła dziewczynka i otarła łzę z policzka. I popatrzyła się za mnie.
- Wszystko się ułoży i będzie dobrze.- pocieszał ją chłopak. Ale dziewczynka już nie słuchała i zaczęła inny temat.
- Tylko wiesz co..Jak grałam na fortepianie to zauważyłam taką panią za Tobą.
- Panią?
- No tak. Była cała na czarno.
- Ale nie było tu takiej pani.. Amelka..co Ty mówisz- odezwała się Karolina.
- No ale ..widziałam.. Była bardzo blada.
- Eh..wiesz może już chodźmy..
- No ale ja naprawdę widziałam.
- no dobrze, dobrze chodź już. Wiesz Dawid.. Dziękuję za dzisiaj.- odparła dziewczyna i się uśmiechnęła.
- Ja również spędziłem bardzo miły czas i też Dziękuję. - odparł chłopak z jeszcze większym uśmiechem.
czwartek, 3 sierpnia 2017
Fortepian 2
Rankiem artysta poszedł wziąć zimny prysznic. Natomiast ja siedziałam na parapecie w pokoju chłopaka. Przyglądałam się pomieszczeniu, w którym się znajdowałam.W kącie pokoju stała pusta sztaluga. Pusta. Sztaluga. Artysta od dawna nie miał weny, co skutkowało złością. Nagle usłyszałam stukot o szybę. Był to mój kruk, który chciał zwrócić na siebie moją uwagę.
- Witaj Kruku.- przywitałam się.
- Witaj O Pani..
- Przynosisz mi jakąś nowinę ?
- Nie o Pani.. Ja tylko mam pytanie. Ile czasu jeszcze zostało ?- zapytał Kruk
- Tyle ile powinno zostać.- odpowiedziałam.
- Ale..
- Bądź cierpliwy Kruku. A teraz, leć. Wykonuj swoje obowiązki.
Po chwili moim oczom ukazała się sylwetka chłopaka. Miał ubrane tylko krótkie spodnie. Ręcznikiem wycierał swoje mokre włosy. Jego dobrze zbudowany tors pokrywały kropelki wody.
Spojrzał na zegar, który wisiał na ścianie i odparł:
- Za chwilę powinien przyjść.
Oh czyżby będziemy mieć gościa? No proszę. Otworzył szafę i wyjął z niej białą, zwykłą koszulkę., w którą się ubrał.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Czyżby to był nasz gość? Dawid podbiegł do drzwi i otworzył. Z korytarza dobiegł męski głos:
- No siema Dawid. Co tam u Ciebie?
- A no spoko, nie jest źle. A u Ciebie?
- jakoś leci..
Dawid wraz z tajemniczym mężczyzną udał się do swojego pokoju. Dawid podszedł do szafki i wyjął z niej kopertę. Otworzył ją i wyjął zawartość. Były to pieniądze. W rękach przeliczał dokładnie ilość. Powiem szczerze, że była to dość spora suma.
- No i się zgadza 2,5 tyś szmalu.- odparł i schował gotówkę do koperty i podął ją mężczyźnie.
- No i tak ma być.- Odparł mężczyzna i rozejrzał się po pokoju. Zauważył pustą sztalugę.
- Kiedy ostatnio coś malowałeś?- zapytał się
- Ehh. nie wiem.. nie mam pojęcia. Ostatnio jakoś nie mam poczucia czasu, jestem zmęczony, nie mam weny, nie mam niczego.- Odparł Dawid drapiąc się w tył głowy spoglądając w dół.
- Ogarnij się lepiej stary, bo ty nie wyżyjesz.
- No eh spoko, jasne.
- Kiedy pojedziesz odebrać wyniki?- spytał się po raz kolejny.
- Jutro rano.
- Okej. Trzymaj się stary, Nara.
Chłopak odprowadził gościa pod drzwi i się pożegnał. Potem położył się na swoim łóżku i patrzył się w biały sufit. Potem nagle wstał i podszedł do szafki i znowu ją otworzył. Tym razem wyjął jakiś mały woreczek z proszkiem. Eh no i wszystko jasne. Dawid ćpał. To by nawet wyjaśniało dlaczego przekazał taką ilość pieniędzy tamtemu mężczyźnie. Chłopak nie był taki.. Po prostu się stoczył. Wysypał zawartość woreczka na biurko i uformował linijką kreski. I wciągnął. Po chwili usiadł na łóżku i objął swoją twarz dłońmi. Siedział tak przez chwilę aż nagle zadzwonił telefon. Gdy spojrzał na ekran to mały uśmiech wkradł mu się na twarz.
- No hej Karolina.- chłopak zaczął pierwszy rozmowę z uśmiechem na twarzy.
- No hej hej. Wiesz, możemy się za około godzinę spotkać w kawiarni na rynku. To jest ta kawiarnia na tym rogu. Będziesz wiedzieć o którą mi chodzi.
- Ah tak, tak wiem no. Okej. To do zobaczenia.
- No papa.- odparła dziewczyna i się rozłączyła.
- Witaj Kruku.- przywitałam się.
- Witaj O Pani..
- Przynosisz mi jakąś nowinę ?
- Nie o Pani.. Ja tylko mam pytanie. Ile czasu jeszcze zostało ?- zapytał Kruk
- Tyle ile powinno zostać.- odpowiedziałam.
- Ale..
- Bądź cierpliwy Kruku. A teraz, leć. Wykonuj swoje obowiązki.
Po chwili moim oczom ukazała się sylwetka chłopaka. Miał ubrane tylko krótkie spodnie. Ręcznikiem wycierał swoje mokre włosy. Jego dobrze zbudowany tors pokrywały kropelki wody.
Spojrzał na zegar, który wisiał na ścianie i odparł:
- Za chwilę powinien przyjść.
Oh czyżby będziemy mieć gościa? No proszę. Otworzył szafę i wyjął z niej białą, zwykłą koszulkę., w którą się ubrał.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Czyżby to był nasz gość? Dawid podbiegł do drzwi i otworzył. Z korytarza dobiegł męski głos:
- No siema Dawid. Co tam u Ciebie?
- A no spoko, nie jest źle. A u Ciebie?
- jakoś leci..
Dawid wraz z tajemniczym mężczyzną udał się do swojego pokoju. Dawid podszedł do szafki i wyjął z niej kopertę. Otworzył ją i wyjął zawartość. Były to pieniądze. W rękach przeliczał dokładnie ilość. Powiem szczerze, że była to dość spora suma.
- No i się zgadza 2,5 tyś szmalu.- odparł i schował gotówkę do koperty i podął ją mężczyźnie.
- No i tak ma być.- Odparł mężczyzna i rozejrzał się po pokoju. Zauważył pustą sztalugę.
- Kiedy ostatnio coś malowałeś?- zapytał się
- Ehh. nie wiem.. nie mam pojęcia. Ostatnio jakoś nie mam poczucia czasu, jestem zmęczony, nie mam weny, nie mam niczego.- Odparł Dawid drapiąc się w tył głowy spoglądając w dół.
- Ogarnij się lepiej stary, bo ty nie wyżyjesz.
- No eh spoko, jasne.
- Kiedy pojedziesz odebrać wyniki?- spytał się po raz kolejny.
- Jutro rano.
- Okej. Trzymaj się stary, Nara.
Chłopak odprowadził gościa pod drzwi i się pożegnał. Potem położył się na swoim łóżku i patrzył się w biały sufit. Potem nagle wstał i podszedł do szafki i znowu ją otworzył. Tym razem wyjął jakiś mały woreczek z proszkiem. Eh no i wszystko jasne. Dawid ćpał. To by nawet wyjaśniało dlaczego przekazał taką ilość pieniędzy tamtemu mężczyźnie. Chłopak nie był taki.. Po prostu się stoczył. Wysypał zawartość woreczka na biurko i uformował linijką kreski. I wciągnął. Po chwili usiadł na łóżku i objął swoją twarz dłońmi. Siedział tak przez chwilę aż nagle zadzwonił telefon. Gdy spojrzał na ekran to mały uśmiech wkradł mu się na twarz.
- No hej Karolina.- chłopak zaczął pierwszy rozmowę z uśmiechem na twarzy.
- No hej hej. Wiesz, możemy się za około godzinę spotkać w kawiarni na rynku. To jest ta kawiarnia na tym rogu. Będziesz wiedzieć o którą mi chodzi.
- Ah tak, tak wiem no. Okej. To do zobaczenia.
- No papa.- odparła dziewczyna i się rozłączyła.
środa, 19 lipca 2017
Fortepian 1
Samotny artysta siedział na krześle przy stole kuchennym. Trzymał w dłoni kubek z chłodną już herbatą. Słychać było odbijające się kropelki deszczu o szybę. Słychać było monotonne tykanie zegara. W tle również było słychać głos automatycznej sekretarki: 'Hej Dawid, słuchaj, mam do Ciebie prośbę. Mógłbyś odebrać moją siostrę Amelię z przedszkola? Bo ja niestety nie zdążę. Dzięki wielkie papa.' Siedziałam obok niego. Obok Dawida. Miał obojętny wyraz twarzy. Nie jest świadomy tego, że siedzę tuż obok. Że jestem bardzo blisko. Nie wie kiedy go zabiorę ze sobą. Chłopak dopił resztę herbaty, ubrał beżowy płaszcz, zabrał ze sobą parasol i wyszedł na zewnątrz. Ruszyłam za nim. Trząsł się z zimna, więc opatulił się szczelniej płaszczem i ruszył w stronę mniemanego budynku.
- I jak tam w przedszkolu?- zapytał chłopak kładąc na stół talerz podgrzanego spaghetti
- Ym dobrze- odparła dziewczynka i wzruszyła lekko ramionami
Miała złote lokowane włosy, śniadą cerę oraz duże niebieskie oczy.
- To dobrze.- odpowiedział Dawid i lekko się uśmiechnął widząc jak Amelia niezdarnie konsumowała posiłek.
- Smakuje spaghetti?- zapytał chłopak
- Yhyym- odpowiedziała wciągając makaron do buzi brudząc się.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Dawid poszedł otworzyć. A ja przyglądałam się dziewczynce. Ona jeszcze długo będzie stąpać po tym świecie. Po chwili moim oczom ukazała się dziewczyna, siostra Amelki. Włosy do ramion, piwne oczy, zgrabna figura.
- Naprawdę dziękuję Ci Dawid, że ją odebrałeś. Autobus mi uciekł i nie zdążyłam na czas przyjechać- odparła dziewczyna.
- Nie ma za co. Przyjemność po mojej stronie.- Dawid szczerze się do niej uśmiechnął
- No chodź Amelia. Ubieraj kurtkę i idziemy. Nie możesz się spóźnić na lekcję.
- Jaką lekcję?- zapytał chłopak
- gry na fortepianie- odpowiedziała Amelka
- Ah to świetnie. Aaa..Em Karolina.. masz może czas jutro? Może byśmy się gdzieś wybrali?..- zapytał nieśmiało chłopak.
- Hm.. W sumie.. czemu nie? Jutro Ci jeszcze zadzwonię okej?- odparła z uśmiechem dziewczyna.
- Oczywiście.- odpowiedział chłopak śmiejąc się cicho.
Artysta znowu wrócił na swoje miejsce. Zabrał ze sobą szkicownik i ołówek. Postukał ołówkiem o powierzchnię stołu po czym zaczął kreślić szkic. Nachyliłam się by przypatrzeć się jego dziełu. Rysunek wyglądał dość interesująco. Zgaduję, że był to wzór tatuażu, który Dawid chciałby sobie wydziargać. Niestety nie wiem czy zdąży. Deszcz nadal nie ustał. Samotny artysta wsłuchiwał się w jego dudnienie. Raz po raz gryzł końcówkę grafitu. Przyglądałam się jego twarzy. Wyraźne rysy twarzy. Wyjątkowe, zielone oczy. Brunet. Przystojna twarz. Nie chce go jeszcze zabierać. Niestety takie moje powołanie.
sobota, 20 maja 2017
Orchidea 7
Niestety miewam też bolesne chwile. Płacze po nocach. Cierpię. Nie wytrzymuję tego. Mam ochotę wejść już do grobu i nie wrócić. Nie wrócić do tego strasznego świata. Jestem potworem.
Gdy siedziałam w ogródku za moim domem, odwiedził mnie obłąkany.
- Dzień dobry.- odparł lekko uśmiechając się. Lecz ja nie odwzajemniłam uśmiechu.
- Czy też tak miałeś, że myślisz po co w ogóle jesteś na tym świecie?- zapytałam od razu.
- Sądzę, że w życiu każdego człowieka nadchodzi taka chwila, że musi pomyśleć nad swoją egzystencją.
Nastała krótka cisza, którą ja przerwałam.
- Dlaczego tak młodzi ludzie umierają ? Dlaczego niewinni ludzie muszą cierpieć ? Nadzieja nikomu nic nie zrobiła. Bardzo szybko odeszła z tego świata. Dlaczego ja nie mogłam umrzeć tylko ona ?
- To jest właśnie ' życie ' moja droga.
- Pieprze takie życie. Pieprze wszystko.
- Trzeba się z tym pogodzić. Nie masz wyboru.
- Oczywiście, że mam, W każdej chwili mogę odebrać sobie życie.
- Nie rób tego. Korzystaj z życia. Tylko rozsądnie. Bo potem będziesz płacić za swoje czyny. To nie jest zmyślona bajeczka. Jestem tego przykładem.
- Wiem. G mówił mi o Tobie.
- Ah G. To dobry facet. Niestety również na jego ścieżce życia pojawiło się cierpienie.
- Eh.
- Widzisz. To normalne. Naturalne. Cierpienie jest nam wpisane w życie. Od niego nie uciekniemy. Trzeba z tym walczyć. Gdy pokonujesz porażkę, to wtedy czujesz prawdziwy smak zwycięstwa.
- Tylko że niestety cierpienie pokrywa całe moje życie- oznajmiłam i popatrzyłam na staruszka.
-Ah nie prawda.
- Prawda. Pieprze to wszystko.
Po południu udałam się na miasto. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło. Ale miałam ochotę zobaczyć ludzi. Trochę to dziwne jak na mnie. Dzieci, które się śmiały i skakały porównywałam do ludzi takich jak ja. Ponure, smutne, bez życia. Dzieci zawsze są szczęśliwe. Nie martwią się życiem. No. Prawie. Kacper miał okropne dzieciństwo. Nie był szczęśliwy. Dlaczego to takie niesprawiedliwe? Po chwili moje oczy ujrzały pewną sylwetkę. To była kobieta. Moje oczy nie mogły w to uwierzyć. Kobieta z psychiatryka. Trzymała się za rękę ze swoim mężem. W drugiej ręce trzymała wiązkę kwiatów. Orchidee. Była bardzo szczęśliwa. Szybko pobiegłam w jej stronę. Lecz po chwili zniknęła. Biegałam po całym mieście i szukałam ją. Lecz na marne. Ze smutkiem poszłam do domu. Gdy weszłam do salonu moi rodzice siedzieli cicho na kanapie.
- Coś się stało?- zapytałam widząc ich smutny wyraz twarzy.
- Pani Kasia nie żyje.
- Jaka pani Kasia? - zapytałam. Nie znałam żadnej pani Kasi.
- Eh. No ta pani, która była również w psychiatryku. Podobno ją znasz, bo pan Łukasz nam o tym mówił.- oznajmił ojciec.
- Czy.. w swoim pokoju miała orchidee?- zapytałam z trudem.
- Pan Łukasz coś o tym wspominał.
Do moich uszu już nic nie docierało. W ciemnych zakamarkach mojego umysłu wydobywały się wspomnienia związane z kobietą, jak i z psychiatrykiem. Po moim policzku spłynęła łza.
Wieczorem padał deszcz. Było mokro, zimno ponuro. Chodziłam po pokoju. Waliłam w ściany pięścią. Krzyczałam. Płakałam. Cierpienie wydobywało się z moich ust. Nie wiedziałam co się dzieje. Wariowałam. Jestem potworem. Psychopatką. Wzięłam ze sobą ostatnią orchideę z wazonu.Wyszłam z domu. Nie obchodził mnie deszcz. Nie obchodziło mnie zimno. Nie obchodziło mnie nic. Poszłam na dach budynku, na którym wczorajszego dnia przesiadywałam. Stanęłam na krawędzi. Spojrzałam w dół. Już nie kupię orchidei. To koniec. Nie ma miejsca na tym świecie dla takiego potwora jak ja. Nie zasługuje na to. Nie daje rady. Nie mogę. Po chwili zauważyłam Kacpra na dole. Krzyczał coś. A ja odwróciłam się do tyłu. Rozłożyłam ręce, trzymając nadal kwiat. Zamknęłam oczy. Cofałam się powoli. I.. oddałam się wietrze.
Zapłakany chłopak klęczał na mokrym asfalcie. Padał deszcz. Huczał wiatr. A on sam zapłakany na mokrym asfalcie. Kawałek przed nim, w kałuży, leżała ona. Piękna orchidea.
Gdy siedziałam w ogródku za moim domem, odwiedził mnie obłąkany.
- Dzień dobry.- odparł lekko uśmiechając się. Lecz ja nie odwzajemniłam uśmiechu.
- Czy też tak miałeś, że myślisz po co w ogóle jesteś na tym świecie?- zapytałam od razu.
- Sądzę, że w życiu każdego człowieka nadchodzi taka chwila, że musi pomyśleć nad swoją egzystencją.
Nastała krótka cisza, którą ja przerwałam.
- Dlaczego tak młodzi ludzie umierają ? Dlaczego niewinni ludzie muszą cierpieć ? Nadzieja nikomu nic nie zrobiła. Bardzo szybko odeszła z tego świata. Dlaczego ja nie mogłam umrzeć tylko ona ?
- To jest właśnie ' życie ' moja droga.
- Pieprze takie życie. Pieprze wszystko.
- Trzeba się z tym pogodzić. Nie masz wyboru.
- Oczywiście, że mam, W każdej chwili mogę odebrać sobie życie.
- Nie rób tego. Korzystaj z życia. Tylko rozsądnie. Bo potem będziesz płacić za swoje czyny. To nie jest zmyślona bajeczka. Jestem tego przykładem.
- Wiem. G mówił mi o Tobie.
- Ah G. To dobry facet. Niestety również na jego ścieżce życia pojawiło się cierpienie.
- Eh.
- Widzisz. To normalne. Naturalne. Cierpienie jest nam wpisane w życie. Od niego nie uciekniemy. Trzeba z tym walczyć. Gdy pokonujesz porażkę, to wtedy czujesz prawdziwy smak zwycięstwa.
- Tylko że niestety cierpienie pokrywa całe moje życie- oznajmiłam i popatrzyłam na staruszka.
-Ah nie prawda.
- Prawda. Pieprze to wszystko.
Po południu udałam się na miasto. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło. Ale miałam ochotę zobaczyć ludzi. Trochę to dziwne jak na mnie. Dzieci, które się śmiały i skakały porównywałam do ludzi takich jak ja. Ponure, smutne, bez życia. Dzieci zawsze są szczęśliwe. Nie martwią się życiem. No. Prawie. Kacper miał okropne dzieciństwo. Nie był szczęśliwy. Dlaczego to takie niesprawiedliwe? Po chwili moje oczy ujrzały pewną sylwetkę. To była kobieta. Moje oczy nie mogły w to uwierzyć. Kobieta z psychiatryka. Trzymała się za rękę ze swoim mężem. W drugiej ręce trzymała wiązkę kwiatów. Orchidee. Była bardzo szczęśliwa. Szybko pobiegłam w jej stronę. Lecz po chwili zniknęła. Biegałam po całym mieście i szukałam ją. Lecz na marne. Ze smutkiem poszłam do domu. Gdy weszłam do salonu moi rodzice siedzieli cicho na kanapie.
- Coś się stało?- zapytałam widząc ich smutny wyraz twarzy.
- Pani Kasia nie żyje.
- Jaka pani Kasia? - zapytałam. Nie znałam żadnej pani Kasi.
- Eh. No ta pani, która była również w psychiatryku. Podobno ją znasz, bo pan Łukasz nam o tym mówił.- oznajmił ojciec.
- Czy.. w swoim pokoju miała orchidee?- zapytałam z trudem.
- Pan Łukasz coś o tym wspominał.
Do moich uszu już nic nie docierało. W ciemnych zakamarkach mojego umysłu wydobywały się wspomnienia związane z kobietą, jak i z psychiatrykiem. Po moim policzku spłynęła łza.
Wieczorem padał deszcz. Było mokro, zimno ponuro. Chodziłam po pokoju. Waliłam w ściany pięścią. Krzyczałam. Płakałam. Cierpienie wydobywało się z moich ust. Nie wiedziałam co się dzieje. Wariowałam. Jestem potworem. Psychopatką. Wzięłam ze sobą ostatnią orchideę z wazonu.Wyszłam z domu. Nie obchodził mnie deszcz. Nie obchodziło mnie zimno. Nie obchodziło mnie nic. Poszłam na dach budynku, na którym wczorajszego dnia przesiadywałam. Stanęłam na krawędzi. Spojrzałam w dół. Już nie kupię orchidei. To koniec. Nie ma miejsca na tym świecie dla takiego potwora jak ja. Nie zasługuje na to. Nie daje rady. Nie mogę. Po chwili zauważyłam Kacpra na dole. Krzyczał coś. A ja odwróciłam się do tyłu. Rozłożyłam ręce, trzymając nadal kwiat. Zamknęłam oczy. Cofałam się powoli. I.. oddałam się wietrze.
Zapłakany chłopak klęczał na mokrym asfalcie. Padał deszcz. Huczał wiatr. A on sam zapłakany na mokrym asfalcie. Kawałek przed nim, w kałuży, leżała ona. Piękna orchidea.
piątek, 5 maja 2017
Orchidea 5
Z Kacprem mam bardzo dobrą relację. Zbliżyliśmy się do siebie. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Niestety lub stety dane mi było usłyszeć historię o nim. Jego ojciec bił mamę praktycznie cały czas. Ojciec alkoholik, narkoman, palacz. Umarł na zawał serca gdy Kacper miał 13 lat. Spieprzone miał dzieciństwo. Spieprzone. Na pogrzebie, Kacper do jego trumny wrzucił papierosa. Zrobił to bo jak sam stwierdził ' był z tym gównem całe życie, to niech ma na pamiątkę.' No. Skorzysta pewnie z tego gdy w piekle będzie mu się nudzić.
Jednak ja nie powiedziałam mu o mnie. O mnie, że jestem potworem. Psychopatką. Czuję się z tym podle, ale boję się, że jeśli mu powiem to go stracę. A szczerze powiedziawszy Kacper to jedyna osoba zaraz po panu Łukaszu, której ufam. Jednak jest ta nutka strachu. Nie chce. Boję się.
Matka Kacpra jak i sam Kacper poszli już do domu. Natomiast ja postanowiłam zostać jeszcze w kwiaciarni. Dokładnie jednak postanowiłam posiedzieć przy oczku wodnym znajdującym się za kwiaciarnią. Siedziałam sobie na kamieniu i patrzyłam w wodę. Zamknęłam oczy. Oddałam się miłym wspomnieniom. Nagle poczułam czyjąś obecność.
- Życie jest takie kruche i ulotne.- obróciłam się w prawo by spojrzeć na rozmówcę. Niestety nie potrafiłam określić płci tej osoby.
- Los rozgrywa grę. Układa żywe pionki według swoich upodobań. Ah chyba muszę do niego zadzwonić, bo ostatnio mnie wkurza. Wiesz, los się tak pobawił, że spalił mój ulubiony sklep z ubraniami. I gdzie ja mam teraz kupować rzeczy w moim stylu? W niebie takich nie dostane. A do piekła jak narazie nie mam ochoty się wybierać.- Osoba spojrzała na mnie. Ja na nią. Bałam się trochę, ale powoli uczucie przerażenia przechodziło i zebrałam się na odwagę by porozmawiać..
- Kim jesteś tajemnicza zjawo?
- Wiesz co. Ja nie wiem kim jestem.. Mężczyzną. Kobietą. Nie obchodzi mnie to. To nie jest ważne, wiesz. Ważne co ma się głęboko w sobie, w sercu. A ja mam głęboko w sercu nóż oblany trucizną. No ale nieważne. Mów mi G. Taki trochę przydomek od Gender kapujesz? Obłąkany mnie tak nazwał. Skubany.
- Oh, znasz Obłąkanego?
- No pewnie. Znam go odkąd pamiętam. W młodości no.. nabroił sobie no..
- Co takiego zrobił?
- Wiesz.. imprezy.. alkohol..dziewczyny.. wiesz jak to jest..hormony buzują, dodatkowo ten alkohol..no i chłopaczek nie potrafił utrzymać swojego przyjaciela w spodniach. Taka sytuacja no. Potem zaczął kraść. Ćpać. Czysta patologia. Aish.. Wiesz jak to młodzi ' Hulaj dusza piekła nie ma!' Tsa..A teraz płaci za swoje błędy. Trochę mi go szkoda. Stoczył się. No ale co zrobisz? nic nie zrobisz.
- No w sumie..
- Wiesz co Ci powiem.. życie to taka długa nędzna droga, na której jest wiele cierpień i bólu. Ale.. No właśnie ale.. jest tęcza która się ukrywa.. Trzeba ją tylko dostrzec.
- To nie jest takie proste, takie łatwe. Ja się bardzo staram. Ale niestety nie widzę efektów. Lecz inni ludzie też nie dostrzegają tej tęczy. Mówiłeś o nożu oblanym trucizną..o co chodzi?
- Ależ oczywiście że jest to łatwe. Tylko wy ludzie cały czas użeracie się z tymi głupimi problemami,Ah no..ludzie. Słowa mogą bardziej ranić niż kule. Niestety w moim życiu spotkałem wiele fałszywych ludzi. Ale wiesz co jest najgorsze? Że ja im na początku zaufałem. Byli moimi przyjaciółmi, darzyłem ich sympatią. A po chwili bawili się mną jakbym był ich marionetką. Masakra. Ale wiesz co? Teraz czuję się zajebiście. I z uśmiechem na ryju pokazuję im ten piękny, cudowny, środkowy palec. Haha!
Orchidea 6
Otworzyłam oczy. Od razu pojawił mi się majestatyczny obraz. Znajdowałam się w lesie. Ośnieżonym lesie. Odziana byłam tylko w białą, zwiewną sukienkę. Włosy delikatnie opadały na moich ramionach. Choć krajobraz przypominał zimę, to temperatura była łagodna. Słońce delikatnie muskało korony drzew. Śnieg błyszczał, gdy promienie słoneczne dotykały jego powierzchnię. Cały las był odziany w śnieżny puch. Wzięłam trochę śniegu na dłoń. Topił się powoli. Kropelki wody kapały na moje bose stopy wywołując dreszcz. Lecz było cicho. Za cicho. Po chwili usłyszałam świst. Jakaś postać chowała się za drzewami. Biegła od drzewa do drzewa. Po chwili pojawiła się druga postać. I trzecia. Po chwili nie nadążałam nad liczeniem. Było ich mnóstwo. Szepty roznosiły się echem. Odbijały się od pustych, spróchniałych konarów. Nie wiedziałam co się dzieje. Nie wiedziałam co robić.
- Błagam pomóż mi!- odezwał się głos.
- Kim jesteś ?- zapytałam, rozglądając się wokoło
- To tak bardzo boli..
- Gdzie jesteś ? -ponowie zapytałam
- To Ty ? Jesteś lekarstwem ? Wydostaniesz mnie z czeluści zła, bólu ? Błagam.. proszę..-
- O co chodzi ?- pytałam dalej nerwowo.
- Ja żałuję za swoje grzechy ! Żałuję ! Proszę, zlituj się, błagam!
Zamknęłam oczy. Potem je otworzyłam. Nie zobaczyłam już tego cudownego obrazu. Śnieg nie był koloru bieli. Biel została zastąpiona czerwoną cieczą. W powietrzu unosił się zapach krwi. Gałęzie drzew były połamane. Niezrozumiałe napisy zdobiły puste konary. Śnieg, który był na mojej dłoni całkowicie stopniał.
Otworzyłam oczy. Przede mną ukazała mi się ściana mojego pokoju. Gwałtownie podniosłam się do siadu. To tylko sen. To był tylko sen.
Około północy siedziałam na łóżku i przeglądałam internet. Nie umiałam spać, także zdecydowałam się na taki rodzaj spędzania czasu. Po chwili mój telefon zadzwonił. Na ekranie pojawił się napis: 'Kacper' Uśmiechnęłam się, lecz zdziwiłam się po chwili gdy uświadomiłam sobie która jest godzina.
- Halo?
- Hej Łucja. Weź ogarnij się szybko bo będę za pięć minut pod twoim domem.- odparł
- Co do cholery? Przecież jest północ Coś ty znowu wymyślił?!
- Nie gadaj, tylko się zbieraj no już.
- Ale jak mam wyjść? Przecież rodzice są w domu.
- No przez okno wyjdziesz co nie? Tylko szybko, bo twój Romeo zaraz przybędzie na swoim rumaku hehe.
- Przez okno? Ty coś ćpałeś czy co? Przecież nie dam rady.
- No nie gadaj tylko działaj, raz dwa.
- Ehh. Kacper jesteś pieprzonym dupkiem.- odparłam zdenerwowana.
- I tak mnie uwielbiasz- nie musiałam widzieć, że się uśmiechał.
Rozłączyłam się, poczesałam włosy i założyłam na sobie bluzę. Otworzyłam okno. Dobra. Wdech wydech. W końcu kiedyś trzeba w życiu zaliczyć ekstremalną ucieczkę przez okno.
- No no ! ' Przecież nie dam rady'- przedrzeźniał mnie gdy zobaczył jak idealnie zeskoczyłam nie robiąc sobie przy tym krzywdy.
- Spadaj- trzepnęłam lekko jego ramię, śmiejąc się cicho.
- Czyżby młoda miała już jakieś doświadczenie? Pewnie wymykałaś się w nocy na imprezy.- Powiedział śmiejąc się.
- No pewnie. A potem przychodziłam zalana w trupa i poszłam spać do krzaków, tłumacząc się rodzicom, że tylko szukałam tam kamyków.- Odparłam, i zaśmialiśmy się razem.- No to co chcesz ode mnie?
- Chodź ze mną. Musze Ci coś pokazać.
- Kacper.. co znowu?
- No choodź.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
- I co. ulica. Po ulicy chodzą ludzie. No i jeszcze tarzają się menele. Eh Kacper co Ty wymyśliłeś ?
- Popatrz w górę.
- No. to budynek.-odparłam patrząc się w górę.
- Wejdziemy na niego.
- CO!?
- No dawaj. Zobaczysz. Nie będziesz żałować.- popatrzył w moje oczy i się uśmiechnął.
- No dobrze..- odparłam wahając się.
Widok był przepiękny. Gwiazdy zdobiły granatowe niebo. Przed sobą widziałam miliony migoczących światełek. Nocą, miasto wyglądało cudnie.
- Wow..- powiedziałam cicho.
Siedziałam z Kacprem na dachu wieżowca. Nie mogło być nic rozkosznego. Cudowny widok i obecność bliskiej osoby. To jest szczęście.
- Dziękuję- odparłam patrząc się szczerze w jego oczy.
On tylko lekko się uśmiechnął i wtulił do siebie.
- Błagam pomóż mi!- odezwał się głos.
- Kim jesteś ?- zapytałam, rozglądając się wokoło
- To tak bardzo boli..
- Gdzie jesteś ? -ponowie zapytałam
- To Ty ? Jesteś lekarstwem ? Wydostaniesz mnie z czeluści zła, bólu ? Błagam.. proszę..-
- O co chodzi ?- pytałam dalej nerwowo.
- Ja żałuję za swoje grzechy ! Żałuję ! Proszę, zlituj się, błagam!
Zamknęłam oczy. Potem je otworzyłam. Nie zobaczyłam już tego cudownego obrazu. Śnieg nie był koloru bieli. Biel została zastąpiona czerwoną cieczą. W powietrzu unosił się zapach krwi. Gałęzie drzew były połamane. Niezrozumiałe napisy zdobiły puste konary. Śnieg, który był na mojej dłoni całkowicie stopniał.
Otworzyłam oczy. Przede mną ukazała mi się ściana mojego pokoju. Gwałtownie podniosłam się do siadu. To tylko sen. To był tylko sen.
Około północy siedziałam na łóżku i przeglądałam internet. Nie umiałam spać, także zdecydowałam się na taki rodzaj spędzania czasu. Po chwili mój telefon zadzwonił. Na ekranie pojawił się napis: 'Kacper' Uśmiechnęłam się, lecz zdziwiłam się po chwili gdy uświadomiłam sobie która jest godzina.
- Halo?
- Hej Łucja. Weź ogarnij się szybko bo będę za pięć minut pod twoim domem.- odparł
- Co do cholery? Przecież jest północ Coś ty znowu wymyślił?!
- Nie gadaj, tylko się zbieraj no już.
- Ale jak mam wyjść? Przecież rodzice są w domu.
- No przez okno wyjdziesz co nie? Tylko szybko, bo twój Romeo zaraz przybędzie na swoim rumaku hehe.
- Przez okno? Ty coś ćpałeś czy co? Przecież nie dam rady.
- No nie gadaj tylko działaj, raz dwa.
- Ehh. Kacper jesteś pieprzonym dupkiem.- odparłam zdenerwowana.
- I tak mnie uwielbiasz- nie musiałam widzieć, że się uśmiechał.
Rozłączyłam się, poczesałam włosy i założyłam na sobie bluzę. Otworzyłam okno. Dobra. Wdech wydech. W końcu kiedyś trzeba w życiu zaliczyć ekstremalną ucieczkę przez okno.
- No no ! ' Przecież nie dam rady'- przedrzeźniał mnie gdy zobaczył jak idealnie zeskoczyłam nie robiąc sobie przy tym krzywdy.
- Spadaj- trzepnęłam lekko jego ramię, śmiejąc się cicho.
- Czyżby młoda miała już jakieś doświadczenie? Pewnie wymykałaś się w nocy na imprezy.- Powiedział śmiejąc się.
- No pewnie. A potem przychodziłam zalana w trupa i poszłam spać do krzaków, tłumacząc się rodzicom, że tylko szukałam tam kamyków.- Odparłam, i zaśmialiśmy się razem.- No to co chcesz ode mnie?
- Chodź ze mną. Musze Ci coś pokazać.
- Kacper.. co znowu?
- No choodź.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu.
- I co. ulica. Po ulicy chodzą ludzie. No i jeszcze tarzają się menele. Eh Kacper co Ty wymyśliłeś ?
- Popatrz w górę.
- No. to budynek.-odparłam patrząc się w górę.
- Wejdziemy na niego.
- CO!?
- No dawaj. Zobaczysz. Nie będziesz żałować.- popatrzył w moje oczy i się uśmiechnął.
- No dobrze..- odparłam wahając się.
Widok był przepiękny. Gwiazdy zdobiły granatowe niebo. Przed sobą widziałam miliony migoczących światełek. Nocą, miasto wyglądało cudnie.
- Wow..- powiedziałam cicho.
Siedziałam z Kacprem na dachu wieżowca. Nie mogło być nic rozkosznego. Cudowny widok i obecność bliskiej osoby. To jest szczęście.
- Dziękuję- odparłam patrząc się szczerze w jego oczy.
On tylko lekko się uśmiechnął i wtulił do siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)