piątek, 5 maja 2017

Orchidea 5



Z Kacprem mam bardzo dobrą relację. Zbliżyliśmy się do siebie. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Niestety lub stety dane mi było usłyszeć historię o nim. Jego ojciec bił mamę praktycznie cały czas. Ojciec alkoholik, narkoman, palacz. Umarł na zawał serca gdy Kacper miał 13 lat. Spieprzone miał dzieciństwo. Spieprzone. Na pogrzebie, Kacper do jego trumny wrzucił papierosa. Zrobił to bo jak sam stwierdził ' był z tym gównem całe życie, to niech ma na pamiątkę.' No. Skorzysta pewnie z tego gdy w piekle będzie mu się nudzić.
Jednak ja nie powiedziałam mu o mnie. O mnie, że jestem potworem. Psychopatką. Czuję się z tym podle, ale boję się, że jeśli mu powiem to go stracę. A szczerze powiedziawszy Kacper to jedyna osoba zaraz po panu Łukaszu, której ufam. Jednak jest ta nutka strachu. Nie chce. Boję się.

Matka Kacpra jak i sam Kacper poszli już do domu. Natomiast ja postanowiłam zostać jeszcze w kwiaciarni. Dokładnie jednak postanowiłam posiedzieć przy oczku wodnym znajdującym się za kwiaciarnią. Siedziałam sobie na kamieniu i patrzyłam w wodę. Zamknęłam oczy. Oddałam się miłym wspomnieniom. Nagle poczułam czyjąś obecność.
- Życie jest takie kruche i ulotne.- obróciłam się w prawo by spojrzeć na rozmówcę. Niestety nie potrafiłam określić płci tej osoby.
- Los rozgrywa grę. Układa żywe pionki według swoich upodobań. Ah chyba muszę do niego zadzwonić, bo ostatnio mnie wkurza. Wiesz, los się tak pobawił, że spalił mój ulubiony sklep z ubraniami. I gdzie ja mam teraz kupować rzeczy w moim stylu? W niebie takich nie dostane. A do piekła jak narazie nie mam ochoty się wybierać.- Osoba spojrzała na mnie. Ja na nią. Bałam się trochę, ale powoli uczucie przerażenia przechodziło i zebrałam się na odwagę by porozmawiać..
- Kim jesteś tajemnicza zjawo?
- Wiesz co. Ja nie wiem kim jestem.. Mężczyzną. Kobietą. Nie obchodzi mnie to. To nie jest ważne, wiesz. Ważne co ma się głęboko w sobie, w sercu. A ja mam głęboko w sercu nóż oblany trucizną. No ale nieważne. Mów mi G. Taki trochę przydomek od Gender kapujesz? Obłąkany mnie tak nazwał. Skubany.
- Oh, znasz Obłąkanego?
- No pewnie. Znam go odkąd pamiętam. W młodości no.. nabroił sobie no..
- Co takiego zrobił?
- Wiesz.. imprezy.. alkohol..dziewczyny..  wiesz jak to jest..hormony buzują, dodatkowo ten alkohol..no i chłopaczek nie potrafił utrzymać swojego przyjaciela w spodniach. Taka sytuacja no. Potem zaczął kraść. Ćpać. Czysta patologia. Aish.. Wiesz jak to młodzi ' Hulaj dusza piekła nie ma!' Tsa..A teraz płaci za swoje błędy. Trochę mi go szkoda. Stoczył się. No ale co zrobisz? nic nie zrobisz.
- No w sumie..
- Wiesz co Ci powiem.. życie to taka długa nędzna droga, na której jest wiele cierpień i bólu. Ale.. No właśnie ale.. jest tęcza która się ukrywa.. Trzeba ją tylko dostrzec.
-  To nie jest takie proste, takie łatwe. Ja się bardzo staram. Ale niestety nie widzę efektów. Lecz inni ludzie też nie dostrzegają tej tęczy. Mówiłeś o nożu oblanym trucizną..o co chodzi?
-  Ależ oczywiście że jest to łatwe. Tylko wy ludzie cały czas użeracie się z tymi głupimi problemami,Ah no..ludzie. Słowa mogą bardziej ranić niż kule. Niestety w moim życiu spotkałem wiele fałszywych ludzi. Ale wiesz co jest najgorsze? Że ja im na początku zaufałem. Byli moimi przyjaciółmi, darzyłem ich sympatią. A po chwili bawili się mną jakbym był ich marionetką. Masakra. Ale wiesz co? Teraz czuję się zajebiście. I z uśmiechem na ryju pokazuję im ten piękny, cudowny, środkowy palec. Haha!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz